Ludzie, nie słuchajcie tylko „Havany”! Camila Cabello ma do zaoferowania znacznie więcej [RECENZJA płyty „Camila”]

Przeglądając większość muzycznych rankingów, można odnieść wrażenie, że wszyscy kochają „Havanę”. Ja natomiast wręcz przeciwnie. Jak brzmią pozstałe utwory z debiutanckiej płyty Camili Cabello?

Nie zrozumcie mnie źle, to jak brzmi Camila w piosence „Havana” pokazuje, z jaką artystką mamy do czynienia. Kubańskie korzenie wokalistki w tym utworze dają się we znaki, budując zmysłowy i atrakcyjny dla przeciętnego odbiorcy klimat. Nie zmienia to jednak faktu, że „Havana” stała się już materiałem na tyle oklepanym, że słuchanie go po raz setny w polskiej rozgłośni, może skończyć się tymczasową nerwicą i znielubieniem. Pozostałe utwory na płycie już nie są puszczane tak często, a szkoda, bo prezentują się naprawdę nieźle.

Do wszelkich debiutów płytowych podchodzę dość ostrożnie, bo po pierwsze, to dopiero początek drogi i styl jaki reprezentuje dany artysta może jeszcze ulec zmianie, po drugie, udany debiut nie oznacza szybkiej i owocnej kariery. W przypadku albumu „Camila” mamy do czynienia z materiałem o wysokim potencjale, przypominającym póki co nieoszlifowany diament.

Uroku płycie nadaje przede wszystkim dziewczęcy, niezwykle subtelny, ale nieprzesłodzony głos Camili. Kubańska, ciemnowłosa ślicznotka kusi słuchacza również zmysłowością zarówno w tekstach jak i w samej muzyce. Dużym plusem w tym wypadku jest to, że elektroniczny akompaniament nie zagłusza wokalu Camili, jest jedynie jego tłem, dopełnieniem. Na płycie znajdziemy piosenki o przyjaźni, miłości i o poszukiwaniu samego siebie – tematy na pozór banalne, ale wciąż aktualne. Trzeba wziąć też pod uwagę fakt, że płyta jest po części rozliczeniem artystki z dotychczasową działalnością w „Fifth Harmony”, mamy tu więc do czynienia z krążkiem osobistym, a więc trzeba wierzyć, że szczerym w swoim przekazie. Piosenki takie jak „Something’s Gotta Give”, „Real Friends” i „Consequence” zostają w pamięci na długo, to perełki, obok których nie sposób przejść obojętnie. Wymienione utwory są lekkie, posiadają w sobie nutę sentymentalności i wielobarwną gamę uczuć jakie towarzyszą ludziom zakochanym i tym, którzy cenią sobie szczere i prawdziwe relacje. W „Something’s Gotta Give” można usłyszeć między innymi surowy akompaniament fortepianu i próbkę potencjału głosu Camili. To zdecydowanie piosenka do „zamknięcia oczu i odpłynięcia” w miłosnych (i nie tylko) rozmyślaniach. „Real Friends” z kolei jest rozliczeniem z fałszywą przyjaźnią. Gdzie szukać tych, którzy pogawędzą z Tobą o wszystkim i o niczym? Gdzie Ci, którzy potrafią przebywać z Tobą bezinteresownie? W tej piosence usłyszymy wyłącznie pytania, niewątpliwie jednak ich przekaz może dać do myślenia. Ballada „Consequence” opowiada o miłości budowanej na nieustannym dawaniem sobie nawzajem szansy i przemilczaniu trudnych tematów. Czy taka miłość ma szansę w ogóle przetrwać? Słuchaczowi i w tym wypadku Camila daje wolność w doborze odpowiedzi wcale nie tak oczywistej jak może się wydawać.

To tyle jeśli chodzi o piosenki z kategorii „must listen”, a jak wypada reszta? Jeżeli chodzi o jakość kompozycyjną i tekstową, „reszta” prezentuje się dobrze, ale moim zdaniem nie tak dobrze jak te trzy perełki, o których wspomniałem wcześniej.

Warto natomiast jeszcze podkreślić, że wokal Camili nadaje wszystkim piosenkom pikanterii i klimatu, który najlepiej sprawdzi się wieczorową porą, zarówno w chwilach samotności jak i w gronie towarzyszących nam przyjaciół. Niektórzy recenzenci zarzucają Camili, że nie do końca wykorzystuje swój kubański potencjał, jaki można usłyszeć w „Havanie”. I trudno się z nimi nie zgodzić choć nie traktowałbym tego jako warunku koniecznego, który sprawi, że Camila osiągnie dużo więcej niż dotychczas. „Południowość” i latyno-amerykańskie klimaty zawsze zyskują na słuchalności. Nie chciałbym jednak być świadkiem narodzin Jennifer Lopez z wokalem podobnym do Ariany Grande. Wolałbym, aby Camila nie sugerowała się opiniami recenzentów i szukała własnej, niewydeptanej jeszcze ścieżki.

„Camila” to pop z wyższej półki, który z pewnością wnosi powiew świeżości. Nie szukajcie na tej płycie stylu znanego z „Havany”, ten krążek zawiera w sobie dużo więcej dobrej energii i pomysłów. Dajcie się zatem porwać pięknej barwie głosu Camili, która jeszcze w niedalekiej przyszłości może nas wszystkich zaskoczyć czymś naprawdę nowatorskim, czymś co może zaskoczyć nawet najbardziej wybrednych recenzentów.