„Nie wybrałem rapu, to rap wybrał mnie”. O barwach Kolorofonii z Michałem Kisielewskim

Michał należy, w moim muzycznym słowniku, do „artystów spontanicznych”. Nie tylko koncertuje, ale również wychodzi na ulicę, udziela się charytatywnie i jak sam przyznaje, czerpie z tego frajdę. Jego świat to muzyka, a konkretnie muzyka w kolorze, w dosłownym tego słowa znaczeniu.  

KOLOROFONIA to hiphopoowy projekt, który zainicjował Michał Kisielewski bardziej znany jako KOLO. W tym wypadku wydaje mi się jednak, że pojęcie „projekt” to pewne niedopowiedzenie.  Michał za pomocą swoich utworów zaraża pozytywną energią, nie koloryzując jednocześnie rzeczywistości. Opisuje dobrze znany nam świat, a mimo to zostawia słuchacza z puentą, z której możemy wyciągnąć garść otuchy. Projekt Michała to nie przekaz podyktowany trendami, nie jest to również próba zwrócenia na siebie uwagi. To po prostu „positive rap” z odrobiną mainstreamowego imidżu. Jak zaczęła się kariera Michała vel KOLO i co tak naprawdę kryje się pod nazwą KOLOROFONIA? O tym, przeczytacie w poniższym wywiadzie.

Na początku swojej artystycznej drogi współtworzyłeś zespół reggae a później kapelę punkową. Dlaczego ostatecznie wybrałeś rap?

M: Nie wybrałem rapu, to rap wybrał mnie! I to nie do końca jest żart, bo to jeden z pierwszych gatunków, jaki nie tylko poznałem jako świadomy słuchacz, ale i chciałem współtworzyć odkąd pamiętam.
To, że po drodze przytrafiły mi się romanse z innymi gatunkami tylko rozwijało mnie jako muzyka. A jako „weekendowy DJ” nieustannie rozszerzałem horyzonty muzyczne. W pewnym momencie swego życia na jednych imprezach miksowałem techniawki, a tydzień później hip-hopy. Ale to za sprawą hip-hopu właśnie, który poprzez sample przemycił wiele tego, co z taką fascynacją odkrywałem później, najbardziej się rozwinąłem jako słuchacz. To on obudził we mnie ciekawość. I to na tak wielu płaszczyznach. Najpierw chciałem wiedzieć o czym są te teksty, co popchnęło mnie do nauki języka zanim jeszcze pojawiła się taka możliwość w szkole. Potem docieranie do źródeł sampli, bądź wyłapywanie ich w muzyce. I wreszcie kim jestem i jaka jest moja rola w tej muzyce i kulturze oraz na tym świecie. A wszystko zaczęło się od klipu Beastie Boys w wieczornym programie JARMARK, który zobaczyłem, jako dzieciak.
Kapela punkowa natomiast, to projekt mojego starszego brata. Jako, że w okresie dorastania dzieliliśmy jeden pokój w bloku, to nieuniknionym było zarażenie mnie swoimi klimatami. Dzięki niemu wychowałem się na tej części polskiej muzyki, która z ówczesnej alternatywy dziś stała się klasyką. Na pewno dzięki niemu usłyszałem pierwszy polski utwór rapowy, czyli DEUTER – NIE MA CISZY W BLOKU. Jeśli ktoś nadal uważa, że pierwszy polski rap to Liroy, koniecznie niech to nadrobi. <śmiech>
Reggae natomiast jakoś jeszcze do mnie nie docierało, choć odkryłem je wraz z nastaniem szkoły średniej, a dekadę później miałem szczęście grać z niesamowicie utalentowanymi muzykami, którzy klimatem muzycznym skręcili w tę właśnie stronę. To o tyle ciekawe, że ja nie do końca tam śpiewałem, co melodeklamowałem, a treści nie były zaangażowane ani ideologicznie ani religijnie, a co najwyżej, choć trudno nie wpaść w górnolotny ton, „uduchowione”. Z tego dopiero kilka lat później wyrosła KOLOROFONIA. Niektóre wersy z tamtej twórczości przetrwały próbę czasu i wracają do mnie do dziś. Z przyjemnością do nich sięgam i rozwijam je na potrzeby chwili, kiedy piszę. Dzięki temu też nie zarzuciłem pisania. Pomiędzy mną rapującym kiedyś i dziś przydarzył mi się niesamowicie kreatywny okres. I choć klamra zamykająca go niejako odcina mnie od niego, to zachowuję całe dobrodziejstwo, które z niego płynie.

Rap dla większości kojarzy się z brudną ulicą, szarymi blokowiskami i opowieściami o trudnej rzeczywistości. Twoje kawałki natomiast przy bliższym kontakcie są zupełnym przeciwieństwem – teksty piosenek Kolorofonii zawierają w dużej mierze pozytywny przekaz. Skąd czerpiesz tyle optymizmu i energii?

M: Ze słońca? Z kosmosu? Z wnętrza? Dla mnie to jak synonimy. Bardziej wymieniam się nią, katalizuję codzienne emocje i dystrybuuję to, czego każdy z nas jest niewyczerpalnym źródłem, czyli dobro.

Jaki moment w Twoim życiu sprawił, że postanowiłeś zostać „bardem”? W jednej ze swoich piosenek wspominasz o problemach zdrowotnych? , a konkretnie o „podziurawionym” płucu, czy to był właśnie ten moment?

M: Nieeee… Bardem nazwała mnie mama, kiedy wychodząc pewnego letniego popołudnia zakomunikowałem jej, że idę zagrać na Rynek. Ostatni wers pierwszej zwrotki i to zawahanie w głosie, to dosłowny cytat. A historia z dziurawym płucem zasługuje na osobny rozdział w swoim czasie, ale to na pewno jeden z punktów zwrotnych w moim życiu. <śmiech>

W innej piosence nie kryjesz pogody ducha. Czy Michał „Kolo” Kisielewski zawsze „z uśmiechem wita każdy kolejny dzień” czy może jednak czasem miewa chwile zwątpienia?

M: Jestem tylko człowiekiem, jednego dnia mogę być SUPERKOLEM, drugiego SUPERDOMATOREM. To drugie zdecydowanie wychodzi mi łatwiej i częściej. <śmiech>
Jedyna rzecz, w jaką wątpię, to to, że ktokolwiek zrobi to co robię, tak jak ja to robię. I dlatego to robię. Dlatego też raczej w to, co robię nie wątpię. Nie konkuruję z niczym, więc mój punkt odniesienia jest pomiędzy mną marzącym o tym, co robię kiedyś i dziś, robiącym to na co dzień. I nawet jeśli mam mniej, niż wcześniej, to naprawdę cennych, życiowych doświadczeń mam więcej.

Czym właściwie jest Kolorofonia, muzycznym coachingiem czy może czymś więcej?

M: Autoterapią? Mantrą? Afirmacją? Samospełniającą się przepowiednią? Drogą samodoskonalenia?
Jeśli rozbierzesz ją na części pierwsze, to jest to jest to współczesny hip-hopowy bit na naprawdę światowym poziomie, który kryje się pod słowem FONIA i reszta zamieszania wokół, jakie tworzy KOLO. A ponieważ słońce jest, można powiedzieć motywem przewodnim tej twórczości, to z tej w naturalny sposób pochodzą od niego wszystkie barwy, czyli KOLOR.

Udzielasz się jako artysta-wolontariusz, występujesz dla różnych fundacji i stowarzyszeń, odwiedzasz domy dziecka, schroniska dla młodzieży a nawet organizujesz uliczne happeningi. Co Cię skłoniło do tego typu aktywności?

M: Myślę, że wrażliwość w tym temacie rozwinęła się wraz z początkiem prac z dziećmi i młodzieżą jeszcze z czasów mojego wolontariatu w fundacji. Po nim płynnie przeszedłem w muzykę, ale postanowiłem podtrzymać ten kontakt i kontynuowałem z pozytywnym skutkiem i w przedszkolach i szkołach podstawowych a nawet kilkukrotnie w gimnazjach. W tym czasie pojawiły się pierwsze, nieśmiałe dość propozycje z takich placówek, co z czasem na stałe weszło w ich roczny harmonogram.
Sztuka uliczna natomiast fascynowała mnie od zawsze, gdyż była żywym przykładem, że dla sztuki nie ma ograniczeń. Tę swobodę postanowiłem wykorzystać w swojej przygodzie z muzyką. W moim mieście nie było tego zwyczaju, mimo o dziwo sprzyjających warunków, stąd wypłynął kolejny impuls, by się tym zająć.

W jakich nietypowych miejscach miałeś okazję prezentować swoje kawałki i który koncert wspominasz z największym sentymentem?

M: Za sprawą mojej „szczekaczki” grywałem w naprawdę niesamowitych i zwariowanych miejscach. Nie chciałbym jakiegoś pominąć, więc wymienię te, których nie było w kawałku SERWUS. Na pewno garaż oraz dach busa, to dwa najciekawsze miejsca, ale i boisko i szkolny korytarz i leśna polana. Dzięki mobilności soundsytemu i jego pełnej niezależności od prądu grałem w miejscach, o których nie myślałem, że się do tego nadają. Z dużych imprez, to coroczny festiwal wolontariuszy WOLPREZA, gdzie co roku mam okazję zaprezentować kilka utworów jako tzw. „napęd dodatkowy” imprezy. Dwa lata temu przed zespołem KULT, rok temu gwiazdą była LUXTORPEDA a w tym roku T.LOVE. W tym roku wystąpiłem w podwójnej roli, gdyż byłem również współprowadzącym tę imprezę. Nie był to mój debiut w tej roli, więc przyjąłem ją z ochotą. Co więcej, otrzymałem w finale nagrodę wręczaną przez prezesa stowarzyszenia DOBRA WOLA, organizatora festiwalu, statuetkę ANIOŁA DOBREJ WOLI, przyznawaną osobom zaangażowanym w działalność dobroczynną. Ciężko będzie przebić taki dzień i taki koncert. Nie żałuję nawet, że nie zagrałem finałowego numeru tuż przed gwiazdą wieczoru, ale akustycy musieli spieszyć się z techniką,. Czas ten wykorzystałem jednak w najbardziej naturalny dla mnie sposób. Jestem gadułą, a wiedząc, że to moje pożegnanie z widownią tego dnia, zakończyłem przesłaniem pokoju i miłości dodając od siebie kilka ciepłych i budujących słów, które przyszły mi akurat do głowy. Data i ranga wydarzenia była adekwatna, a mający się za chwilę rozpocząć rokendrolowy spektakl mało miał wspólnego z ideą wydarzenia. Stąd osoby, a nie ukrywajmy, gro tej widowni była tam tylko dla zespołu grającego na koniec, które dotarły na sam finał, dostały w pigułce przekaz energetyczny z całego wydarzenia.
Ciekawa dykteryjka na koniec. Mój krótki monolog spotkał się z tak ciepłym przyjęciem, ze publiczność zaczęła skandować moje imię, co było dla mnie o tyle kłopotliwe, że zespół już czekał na wejście. Na szczęście po chwili udało się naprawić sytuację i panowie na scenie pojawili się przy krzykach rozentuzjazmowanego tłumu, skandującego T.LOVE.

Kolorofonię można wesprzeć na portalu „Patronite”. Na jaki cel konkretnie przekazywane są fundusze i jak jeszcze można dołożyć cegiełkę do Twojego przedsięwzięcia?

M: Można. I faktycznie, za całe zeszłoroczne wsparcie udało mi się zapłacić za przedłużenie domeny. Fajnie że o to pytasz. Pozdrawiam ekipę Patronite z tego miejsca, są wielcy.
A wspierać można w najprostszy sposób, kupując płyty, słuchając w necie, każde odtworzenie, pobranie i każda sprzedana płyta, choć nie nakarmi żołądka, to nakarmi ducha do dalszej walki.

Na Facebooku ogłosiłeś, że szukasz ludzi, którzy mogliby wystąpić w Twoim nowym teledysku. Kogo konkretnie szukasz? Zdradź przy okazji, do jakiej piosenki kręcisz klip?

M: Nic nie zdradzę, żeby nie zapeszyć, ale będzie jeszcze ciekawiej, niż poprzednio.

Jakie są Twoje dalsze plany muzyczne? Ostatnio pochwaliłeś się nowym teledyskiem do singla „Zmiany”. Jakie więc zmiany czekają Kolorofonię?

M: ZMIANY są toku, to nie będzie rewolucja, raczej ewolucja… WIĘCEJ, SZERZEJ, DALEJ!

Dziękuję za rozmowę.

 

Fanpage KOLOROFONII: https://web.facebook.com/pg/KOLOROFONIA/